Moje dwie miłości pojawiły się niemal równocześnie... Brunet z niebieskimi oczami & Tatry. Zakochałam się i w jednym, i w drugim, i ta miłości trwa i ciągle się umacnia. Ten blog nie będzie o owym brunecie - ku niepocieszeniu żeńskiej części ;) będzie natomiast o GÓRACH - przede wszystkim o Tatrach, ale również o Bieszczadach, które powoli zdobywają moje serce. Gościnnie będą pojawiały się również inne pasma górskie, a co ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry Słowackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry Słowackie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 lipca 2017
wtorek, 27 czerwca 2017
Moj pierwszy raz... Slawkowski Szczyt
Rozdziewiczyłam Tatry Słowackie. Fakt - wieki temu dodawałam wpis z sąsiadującego kraju, ale była to zwykła wycieczka połączona z króciutkim przejściem Suchej Beli. Wędrówki po górach to nie przypominało. W czerwcu miałam okazję zasmakować gór zupełnie innych. Był strach, bo była to wyprawa tylko po jeden jedyny szczyt - Sławkowski. Wieczorna podróż, krótki sen na fotelu kierowcy, nad ranem dojazd do Starego Smokowca i w górę. Popołudniowe zejście, w auto, szybki przejazd przez naszą tatrzańską stolicę, chwila snu na trasie - znowu na fotelu kierowcy i punkt 4:00 stawiamy się we własnej sypialni, po 33 godzinach nieobecności w domu i po pokonaniu ponad 800 km.
Jaki ten Sławkowski jest? Po dwóch tygodniach powiem, że nic wielkiego. Tylko wkurza. Trudności żadnych, za to wierzchołków po drodze, wydających się szczytem - wiele. Tyle dobrego, że było trochę chmur i nie od razu widziałam, jak wysoko i jak długo muszę jeszcze iść ;)
Ale po kolei...
Na Słowację wjechaliśmy przez Piwniczną Zdrój. Ok. godziny 4:30 nad ranem rozciągały się takie widoki:
Na Słowację wjechaliśmy przez Piwniczną Zdrój. Ok. godziny 4:30 nad ranem rozciągały się takie widoki:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

